Trasa na p. Arszańską

Arszan jest niedużą miejscowością, typowo podgórską, ze stopniowo rozwijającym się kurortem i podupadłymi sanatoriami “Sajany” i “Arszan”. Sam Arszan jest mocno zaniedbany i dopiero powoli zaczyna odżywać.

Na nocleg najlepszym pomysłem jest chyba wynajęcie kwatery. Polecam odejść trochę od głównych “ulic” i poszukanie spania na własną rękę. Ludzie stojący w “centrum” i proponujący “żylie” potrafią dawać dwukrotne przebicie cenowe. Na prysznic i bieżącą wodę nie ma co liczyć, ale warto poszukać miejsca z banią. Szczególnie po zejściu z gór takie wygrzanie i wymoczenie się w bani jest ogromnym luksusem. 🙂

No i od razu uwaga. Może my mieliśmy pecha, ale nie można spuścić z oczu żadnej bardziej lub mniej kosztownej rzeczy. Komórka została na kwaterze. Już jej się odzyskać nie udało. Może staliśmy się przewrażliwieni po naszych przygodach, ale warto uważać.

Przed wyruszeniem na szlak, warto trochę zboczyć na wysokości sanatorium “Sajan” w kierunku zachodnim i obejrzeć tamtejszy Dacan. Miejsce kultu lamaiskiego, ciche i spokojne. I takie “odległe” od zgiełku kurortu.

Ścieżka na przełęcz Arszańską biegnie na początku wzdłuż potoku Kyngarga. Łatwo trafić, wystarczy spytać o “trope k wodopadom”, czyli ścieżkę do wodospadów. Zdecydowanie zalecam wyjście wcześnie rano i unikanie weekendów na tym odcinku. Tak jak Pik Liubwi staje się powoli tamtejszym Giewontem, tak ścieżka do wodospadów zamiena się w dreptak w stylu “morskie oko”. Z tą tylko różnicą, że ścieżka jest wąska, momentami na jedną osobę i stroma. Czyli “stonki” masa. Nawet “plecakowców” proszą o pozowanie do wspólnego zdjęcia. 🙂

Z drugiej strony spotkaliśmy się ze znakomitym przyjęciem ze strony podobnych nam turystów schodzących z gór. Zachęcam, do chwili rozmowy z każdym spotkanym. Chętnie się dzielą informacjami ze szlaku, sytuacją. No i standardem jest chęć zostawienia tego co im już niepotrzebne. Jakieś butle do palników, konserwy, cokolwiek, co po zejściu się raczej nie przyda, a nawet, to kupić można, a tym co wyruszają, może się okazać niezbędne.

Tyle dygresji. Dalej szlak prowadzi wzdłuż potoku. Czasem trzeba przejść na drugą stronę, ale zawsze jest mniej lub bardziej dogodna kładka. Nie radzę próbować wytyczać własnych szlaków, bo może się to skończyć wymuszoną przeprawą w lodowatej wodzie. Wzdłuż szlaku dość często można natrafić na miejsca dogodne do rozbicia dwóch, trzech, czasem więcej, namiotów.

Przy odrobinie samozaparcia i dużo mniejszej zdolności przyciągania przygód niż w naszym przypadku w ciągu jednego dnia dotrzeć do zimowla. Jest to niewielkiej wielkości chatynka z bali. W środku prycza zbita z desek na osiem osób, niewielki substytut stołu, piecyk ala “koza”, który trzeba ostro rozdmuchać, żeby porządnie się paliło i nie dymiło do środka. No i oczywiście zapach jak z… zimowla. 🙂 Zimowle opanowali miejscowi zbieracze (ziół, jagód, szyszek itp.), więc jak zdecydujecie się tam na nocleg, można się liczyć ze współlokatorami i niezwykłymi doznaniami zapachowo-dźwiękowymi (conieco w relacji).

Chatynka znajduje się powyżej partii lasu, niedaleko jest źródło świerzej wody i wydawałoby się, że jest rewelacyjnym miejscem do noclegu i bazy wypadowej przed “atakami szczytowymi”. Wszystko fajnie, ale pozostawienie niepilnowanych bambetli może zakończyć się opłakanymi skutkami (więcej w relacji).

Cała ścieżka do zimowla jest bardzo wyraźna. Dopiero na wysokości jakiś 1450 m. n.p.m. w miejscu połączenia dwóch wyraźnych dolin potoków, pojawia się rozgalęzienie ścieżek. Tam trzeba kierować się w kierunku północno-zachodnim (ścieżka bardziej w lewo). Wyżej jest jeszcze jedno rozgałęzienie, gdy las zaczyna żednąć i zamieniać się w niską roślinność wysokogórską. Do wyboru są trzy ścieżki: skrajna prawa (wzdłuż dolinki) bezpośrednio na przełęcz i dwie wiodące do zimowla.

Na przełęcz z zimowla idzie się ścieżką w kierunku północno-wschodnim. Po jakiś 20 minutach dochodzimy do potoku, a dalej ostateczne podejście na przełęcz (krótkie, ale dość strome). Na wschód, w niewielkiej odległości od potoku, na niewysokiej grani, jest bardzo dobre miejsce biwakowe.

Orientacyjną lokalizację zimowla i tegoż miejsca biwakowego naniosłem na mapkę.

Z przełęczy grzechem by było nie odbić na zachód główną granią i wejść na szczyt góry Śnieżnej. Odległość niewielka a panorama na Tunkińskie i Kitojskie Golce wręcz rewelacyjna.

A dalej? Na północ w dół od przełęczy do doliny Szumaku i dalej wzdłuż potoku w górę do Szumackich Źródeł i na przełęcz Szumacką. No cóż, nam się nie udało, może Wam się powiedzie. W każdym razie trochę informacji zebranych od znajomych i napotkanych ludzi na szlaku:

  • tam jest PRZEPIĘKNIE! Szczególnie w okolicach źródeł, o różnej temperaturze (nawet do 40 stopni Celcjusza) i różnym składzie mineralnym (niektóre o podwyższonej radioaktywności).
  • Szumak jest obfity w ryby, więc wędkarze, bierzcie sprzęt.
  • przeprawy przez Szumak mogą być ryzykowne. Przy większej wodzie warto pomyśleć o zabezpieczeniu. Prąd jest mocny i już się zdarzały wypadki śmiertelne związane z porwaniem przez prąd.
  • ogólnie tam jest dziko strasznie. Jedzenia brać tyle, żeby wystarczyło. Jakby brakło, to grzyby rosną, można z nich przypichcić całkiem niezły obiad 🙂

Powodzenia na szlaku. Jak ktoś z Was przewędruję tamtędy, to poproszę o jakieś ciekawe info.

2 odpowiedzi na „Trasa na p. Arszańską

  • Radek pisze:

    Bardzo interesująca relacja. Mam pytanie: w ile +- dni można pokonać trasę Arszan – Przeł. Arszańska – Szumackie Źródła – Przeł. Szumacka – Chojto-Goł, tak, żeby się nie zarżnąć, ale też żeby się nie lenić?

  • bouli pisze:

    Wejście na przeł. Arszańską zajmie 2 dni spokojnym marszem. Przy założeniu, że wyjdzie się odpowiednio wcześnie i nie będzie trzeba sie przeciskać między spacerowiczami-klapkowiczami wędrującymi na “wodopady”, można się zmieścić nawet w 1 dniu (trochę bardziej forsownego marszu). W okolicach przełęczy warto poświecić 1 dzień na wejście na okoliczne szczyty. Dalej niestety nie jestem w stanie określić, bo nie dotarłem 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Blog

Statystyki i inne